Z jednej strony chyba każdy z nas od pewnego czasu spodziewał się, że taka sytuacja będzie miała miejsce, ale z drugiej do końca w to nie wierzyliśmy. A jednak stało się: 11 marca ok. godziny 11 odbyła się konferencja prasowa Ministra Edukacji, podczas której poinformował on o swojej decyzji “o czasowym ograniczeniu funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19”. I wtedy wszyscy, zarówno nauczyciele jak i dzieci i ich rodzice, zostaliśmy wrzuceni na bardzo głęboką wodę. Po upływie miesiąca każdy z nas ochłonął już trochę i pewnie pojawiły się pierwsze refleksje na temat nauczania online. Dziś chciałybyśmy się z Wami podzielić naszymi.
KASIA:
Zanim otrzymaliśmy oficjalną informację od dyrekcji, wieść rozniosła się już wśród uczniów i nauczycieli. Dzieci się ucieszyły, natomiast nauczyciele podeszli do tematu z większą rezerwą. Gdy żegnaliśmy się z uczniami wychodzącymi do domu, każdy z nas zdawał sobie sprawę, że nie rozstajemy się tylko na dwa tygodnie. Dyrekcja zwołała spotkanie Rady Pedagogicznej w celu zaplanowania działań na najbliższe dni.
Wszyscy od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że jako nauczyciele szkoły niepublicznej, w której pracujemy musimy dbać nie tylko o ucznia, ale też o klienta, aby mieć gdzie wracać we wrześniu. Szybko więc został stworzony nowy plan lekcji, ustalone kanały komunikacji z uczniami i wprowadzone lekcje online.
Pierwsze dni pracy zdalnej bardzo mnie przytłoczyły. Bałam się jeszcze lekcji online, więc tworzyłam ciekawe prezentacje dla uczniów, w których znajdowały się pliki z moim nagranym głosem, aby wprowadzić dzieciaki w nowe tematy, tworzyłam quizy i interaktywne karty pracy. Dla wszystkich swoich uczniów stworzyłam osobny dokument Google, żebym na bieżąco miała dostęp do ich pracy. Dzieci komunikowały się ze mną przez Librusa, maila i Messengera - o najróżniejszych porach dnia. W rezultacie pracowałam po 12 godzin dziennie i wizja nadrobienia zaległości książkowych w trakcie kwarantanny oddalała się ode mnie coraz bardziej.
Sytuacja poprawiła się po około tygodniu kiedy postanowiłam odważyć się na prowadzenie lekcji online. Tutaj należą się wielkie podziękowania nieocenionym trenerom z EduNation, którzy momentalnie rzucili się na pomoc zagubionym w "onlinie" nauczycielom. Dzięki ich webinarowi dotyczącym nauczania online zdecydowałam się na aplikację Zoom.
Im więcej lekcji online przeprowadzałam, tym lepiej udawało mi się utrzymać “work-life balance”, mimo że, jak wielu z nas w tych dziwnych czasach, mieszkam i pracuję w tym samym miejscu. Jestem szczęśliwą posiadaczką pokoju do pracy, więc po południu po prostu z niego wychodzę i nie wracam do rana :)
Podczas spotkań z uczniami na Zoomie mogę przeprowadzić bardzo zbliżoną lekcję do takiej, jaką przeprowadziłabym w sali lekcyjnej w szkole. Dzieci mogą na bieżąco zadawać mi pytania, możemy rozmawiać, mogą udzielać odpowiedzi ustnych, a nawet pracować w parach czy grupach (tak, Zoom ma taką opcję!). Przygotowanie do lekcji online zajmuje mi mniej więcej tyle czasu ile zajmuje mi przygotowanie tradycyjnych lekcji i pozwala na interakcję z uczniami. Jeżeli ktoś wciąż się boi uczenia online, to zachęcam gorąco!
Na chwilę obecną szkoły są zamknięte do 24 kwietnia. I dziś, podobnie jak w marcu, chyba mało kto z nas wierzy w to, że faktycznie szybko wrócimy do tradycyjnego nauczania. Pewnie tak jak większości z nas, brakuje mi kontaktu na żywo z innymi nauczycielami oraz z uczniami, ale póki co muszę przyznać, że całe to nauczanie online bardzo mi się podoba.
JOLA:
Pierwszy miesiąc nauczania online za nami. Jakie płyną z niego wnioski dla mnie? Przede wszystkim dużo się działo. Dziś chciałabym się podzielić moją historią tego pierwszego miesiąca, może komuś ona pomoże, nawet jeśli będzie to tylko stwierdzenie O matko inni znoszą to jeszcze gorzej:)
Decyzja o tym, że szkoły zostaną zamknięte była dla mnie dużym zaskoczeniem. Pierwsza myśl po obudzeniu w czwartek, kiedy lekcje jeszcze się nie odbywały, to jak wykorzystać ten niespodziewany czas wolny - poszukam ciekawych ćwiczeń, posprawdzam zaległe prace, nadrobię wszystkie inne zaległości, wrócę do pisania bloga :) ... .
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam popadać w ten pomysłowy chaos, wszystko na raz i najlepiej na już. To była faza pierwsza. Potem zaczęła się szkoła online. Muszę powiedzieć, że jeśli ktoś zapytałby mnie o zainteresowania, nowoczesne technologie na pewno nie byłyby odpowiedzią:). Nie jestem bynajmniej przeciwniczką nowoczesnych rozwiązań w szkole, staram się je wprowadzać na lekcjach i czynię nawet całkiem spore postępy:), raczej po prostu należę do tych osób, którym najprawdopodobniej zepsuje się komputer, kiedy będzie niezbędny.
Kiedy już powoli wydostałam się na powierzchnię i zaczęłam płynąć na fali tych wszystkich pomysłów, zauważyłam w pewnym momencie kolejne niebezpieczeństwo. Mianowicie wszechogarniające przeświadczenie, że wszystko muszę zrobić sama, bo wtedy będzie najlepiej, czyli każde najdrobniejsze ćwiczenie moich uczniów musi być sprawdzone przeze mnie, nie ma mowy o przesyłaniu im odpowiedzi, bo przecież do nich nie zajrzą. Każdy materiał na lekcję online lub do wysłania muszę przygotować sama, przecież te gotowce w internecie nie oddadzą wszystkiego, co ja chcę przekazać… Można się domyśleć dokąd mnie to doprowadziło. Może powiem tylko, że własne dzieci spoglądały na mnie z lekkim niepokojem, kiedy obok przechodziłam:)
Na szczęście obudziłam się zanim jeszcze ciężka nerwica mnie dopadła… i wpadłam w kolejny szał, mianowicie szkolenia online. Myślę, że każdy doskonale wie ile tego typu szkoleń jest teraz dostępnych dla nas nauczycieli. Myślę, że tu też można kompletnie zaginąć. Ja na szczęście mam swoją ulubioną stronę i na razie bazuję głównie na niej. I uwaga, teraz będzie reklama - jest to strona www.edunation.com.pl - przeznaczona głównie dla językowców, ale nie tylko. Zauważyłam, że na webinariach pojawia się wielu nauczycieli innych przedmiotów również. Wszystko zależy oczywiście od tematu szkolenia, a te są przeróżne.
Dzięki szkoleniom i oderwaniu się od ciągłego sprawdzania i przygotowywania, przeszłam w kolejny etap, na którym znajduję się aktualnie, a mianowicie etap poszukiwania właściwych dla mnie rozwiązań i porządkowania swojej rzeczywistości zawodowej. Co to znaczy? Każdego dnia uczę się czegoś nowego. Uczę się jak efektywnie szukać i wybierać materiały, które ktoś zrobił wcześniej i to wcale nie oznacza, że są złą czy niewystarczające. Uczę się jak wydajnie, a przede wszystkim ciekawie współpracować ze swoimi uczniami również w kwestiach sprawdzania tego, co robią samodzielnie. Uczę się również, a może przede wszystkim zarządzać sobą w czasie i tego, że często LESS IS MORE.
Sposobami na to wszystko chciałabym, wspólnie z Kasią, dzielić się z Wami w najbliższym czasie. Bardzo chętnie poznamy również Wasze przemyślenia oraz to, jakie wypracowaliście sobie sposoby na to, aby odnaleźć się w tej nowej formie szkoły.
Tak więc...Homeschool they said, it will be fun they said ...i w sumie chyba mieli rację:)

Komentarze
Prześlij komentarz